niedziela, 05 września 2010
Dzisiaj trochę odpoczniemy od słodkości i będziemy zajadać chrupiący chlebek - co Wy na to? Oczywiście jeszcze lekko ciepły bo nigdy nie wytrzymuję do całkowitego wystudzenia... Z miękkim, wilgotnym miąższem. Z ziarenkami maku cudnie strzelającymi pod zębami. No i z wyhodowanym na nowo zakwasem :) Prawie rok zbierałam się nastawić zakwas na nowo i zawsze tak jakoś nam nie po drodze było... Wykorzystałam jednak niedawne upały i zakwas mam jak malowany - cudnie bąblujący i chętny do wypieków :) Już mam wydrukowaną listę chlebków i teraz nie damu mu ( zakwasowi znaczy się) zginąć! Zanim jednak przejdziemy do chlebka powiem Wam co lubię... Sprowokowana do zwierzeń przez Jolę, Kass, Ciastellę i Manię usiadłam wieczorkiem i zaczęłam myśleć o tej zabawie w "lubienie"... Postanowiłam jednak że najpierw zapytam Siostrę co wg niej lubię najbardziej - napisała jednak takie rzeczy, że przemknęlo mi przez głowę pytanie - czy ja aby zadałam to pytanie swojej , własnej Siostrze ??? No dobra, mogła niektórych moich " lubień" nie znać... Oto one w zupełnie przypadkowej kolejności: Lubię :
A teraz chleb - przepis Agusi z forum CinCin, ja cytuję za Dorotą
Składniki:
Na wierzch:
Zakwas doprowadzić do temperatury pokojowej, wymieszać z ciepłym mlekiem. Drożdże rozpuścić w 1/4 szklanki ciepłej wody, dodać cukier i 2-3 łyżki mąki. Resztę mąki wymieszać z solą, miksturą drożdżową i zakwasem. Wyrabiać, pod koniec dodając roztopione masło. Zostawić w ciepłym miejscu, przykryte ściereczką, do podwojenia objętości. Wyjąć ciasto i lekko wyrobić. Na posypanej mąką powierzchni uformować 2 okrągłe bochenki (ja upiekłam jeden duży). Zostawić na 1 godzinę, przykryte, do podwojenia objętości. Przed samym pieczeniem posmarować bochenki jajkiem roztrzepanym z odrobiną słodkiej śmietanki, posypać nasionami. Piec 10 minut w temperaturze 240ºC, potem zmniejszyć do 190º i piec jeszcze 20 minut (jeden duży bochenek piec dłużej o 5 minut niż 2 małe). Studzić na kratce.
Smacznego :)
czwartek, 02 września 2010
Deser niespodziewny okazał się strzałem w dziesiątkę. Powstał przypadkiem - chciałam upiec torcik czekoladowo- malinowy... W pierwszej kolejności zabrałam się za piecznie czekoladowego biszkoptu. Skrupulatnie odmierzyłam wszystkie ingrediencje, ubiłam co trzeba było ubić, wymieszałam, wstawiłam do piekarnika i po określonym w książce czasie wyjęłam.... no właśnie co? Zakalec to nie był ale nie można tego nazwać biszkoptem... Ciasto nie urosło ani milimetr a zgodnie z przepisem miałam je jeszcze przekroić na pół... Ręce mi opadły! Na szczęście w głowie miałam parę propozycji na czekoladowe biszkopty, chwila moment powstał drugi - i na szczęście się udał jak pewnie zauważyliście w poprzednim poście :) Ale nie chciałam o tym udanym pisać tylko o tym płaskim... Wgryzłam się nieśmiało i... smak idealnie czekoladowy, konsystencja może niezbyt puszysta ale też zębów nie straciłam... Szybka decyzja - robimy deser :) Posiekałam czekoladowy, płaski placek w kostkę, ubiłam śmietankę, wyjęłam owoce i już za chwilę zajadaliśmy się deserem, o którym jeszcze godzinę wcześniej nikt nie pomyślał :) Fajne są te niespodziewane desery co? Nie będę podawała składników mojego niewyrośniętego ciasta ponieważ spokojnie możemy je zastąpić biszkoptami kakaowymi lub zwykłymi - jak kto lubi :) Składniki na 4 porcje:
Biszkopty siekamy w kostkę, śmietankę ubijamy na sztywno dodając na koniec cukier puder. Układamy w pucharkach warstwami:
My zjedliśmy od razu :) Smacznego :)
sobota, 28 sierpnia 2010
Dzisiaj właśnie mija rok od kiedy pierwszy raz się z Wami przywitałam. Startowałam pełna obaw... że się uda, że nie dam rady, że nikt nie będzie do mnie zaglądał... Po roku blogowania ( który minął jak z bicza trzasnął...) mogę powiedzieć chyba, że się udało. To taki mój osobisty sukces! Pracuję, po pracy zajmuję się moimi dwoma Córkami lecz staram się znaleźć chwilę dla " Moich słodkich impresji" i oczywiście dla Was. Często, po ciężkim dniu, zaglądam na "...impresje" i ładuję akumulatory na kolejny dzień. Ogromnie cieszą wszystkie pozostawione przez Was komentarze oraz e-maile. Dzięki temu wiem, że to co robię zostawi po sobie jakiś ślad - i mam nadzieję że nie będzie to ślad w postaci dodatkowych kilogramów...:-)) Z okazji tego mojego małego święta przygotowałam dla Was lekki torcik czekoladowo-malinowy. NIe obyło się bez niespodzianek podczas pieczenia ale o tym przy innym wpisie i pewnym deserze powstałym zupełnie niespodziewanie... Czestujcie się! Przepis na ciasto od Magoldie, przepis na krem (lekko zmodyfikowany) z "Wielkiej księgi ciast" Ciasto:
Masa jogurtowa:
Ponadto:
Przygotowanie ciasta:
Przygotowanie masy jogurtowej: Cytrynę umyć, wycisnąć sok. Miód podgrzać, dodać sok i skórkę z cytryny oraz cukier. Rozpuszczoną żelatynę dodać do masy miodowej. Rondelek zdjąć z ognia, masę lekko przestudzić. Do rondelka z miodem i żelatyną wlać jogurt, wymieszać. Krem schłodzić. Maliny przebrać, kilka odłożyć do dekoracji. Śmietankę bić na sztywno. Kiedy tylko krem zacznie się ścinać, dodać do niego bitą śmietanę. Do kremu dodać maliny i wymieszać. Spód tortu posmarować równomiernie kremem malinowym, wygładzić powierzchnię, przykryć drugim krążkiem biszkoptu czekoladowego, lekko go dociskając. Tort wstawić na 3 godziny do lodówki a najlepiej na całą noc. Gotowy tort posypać grubo wiórkami z czekolady, oprószyć przez sitko cukrem pudrem, udekorować malinami.
Smacznego :)
wtorek, 24 sierpnia 2010
Pisałam nie raz, że nie mogę nigdy uchować bananów do ciasta. Tym razem się udało :) Kupiłam specjalnie do tego ciasta i schowałam głęboko do szafki, zastawiłam dodatkowo paroma gratami i.... zapomniałam o nich :) Całe sczęście mam jeszcze czasami przebłyski świadomości i w samą porę przypomniałam sobie o nich. Były mega dojrzałe (żeby nie powiedzieć "przejrzałe"), z brązową skórką i podejrzewam, że nawet największy wielbiciel bananów nie skusiłby się na ich skonsumowanie... Całe szczęście, że przepis wydrukowany wisiał sobie na lodówce przypięty magnesem w kształcie banana :) I całe szczęście, że zapisałam sobie że pochodzi od Eveny bo inaczej pewnie jeszcze przepisu musiałabym szukać... Praca, dom i Dzieci zajmują mi tyle czasu że nie mam go już zbyt wiele na prowadzenie bloga. Nie mniej jednak tęsknię i zaglądam w biegu do Was (żałuje tylko że nie mam więcej czasu żeby chociaż po jednym zdaniu napisać do każdego...). No to się pożaliłam na koniec... A na pocieszenie wspomniane czekoladowo-bananowe cudo z jeszcze cudowniejszą kruszonką, podaję z moimi zmianami a po oryginał odsyłam do Eveny :) Składniki:
Na kruszonkę:
Smacznego :)
czwartek, 19 sierpnia 2010
Ochłodziło się odrobinkę ale to jeszcze nie powód żeby nie jeść lodów - nie mam racji? Oryginalna nie byłam i poleciałam wg przepisu sprawdzonego już przez wielu z Was. Dla mnie to jednak argument, że warto te lody wypróbować. Są bardzo orzeźwiające no i przez dodatek jogurtu mniej kaloryczne ;) Moja starsza córka pobiła rekord w jedzeniu- 3/4 pojemnika opróżniła sama... Podejrzewam, że gdyby nie kolejka chętnych do spróbowania to opróżniłaby cały... Cytuję Dorotus: Składniki na około 1 litr lodów:
Wycisnąć z cytryn sok. W naczyniu umieścić sok, kremówkę, jogurt, cukier i zmiksować. Mieszaninę dobrze schłodzić w lodówce. Przelać do maszyny do lodów i dalej postepować wedle instrukcji jej producenta.
Smacznego :) Przepis na lody dodaję oczywiście do lodowej akcji:
sobota, 14 sierpnia 2010
Przy okazji papierowych muffin wspomniałam o szarlotce... Oto i ona :) Nie wiem czemu ale mam ochotę spróbować wszystkiego co nosi nazwę "szarlotka". Uwielbiam to słowo! Kojarzy mi się z domem w którym pachnie ciastem w sobotnie popołudnie... Kojarzy mi się z zapachem cynamonu i goździków... Z dziećmi wyciągającymi łapki po kolejną porcję... No same pozytywne obrazy mam przed oczami :) Ale już zupełnie inne odczucia mam w stosunku do jabłecznika. Słysząc słowo " jabłecznik" wcale nie mam ochoty na próbowanie... Czasami lepiej może nie słyszeć nazwy ciasta tylko spróbować zanim się z góry nastawimy na "nielubienie"? Swoją drogą wiecie może czym różni się jabłecznik od szarlotki? Podaję z moimi zmianami a po oryginał odsyłam do Ewy Wachowicz Składniki: Przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia. Dodać masło i posiekać nożem. Żółtka utrzeć z cukrem, dodać śmietanę – powstałą mieszaninę wlać do posiekanej z masłem mąki. Szybko wyrobić ciasto i schłodzić w lodówce przez ok. 30 min. W tym czasie przygotować jabłka: obrane pokroić w kostkę, dodać cynamon i mielone goździki – wymieszać. Schłodzone ciasto podzielić na 2 części. Jedną część wyłożyć na blaszkę ( 35x25 cm) i lekko podpiec w temp. 180°C . Wyjąć, posypać bułką tartą ( wchłonie wilgoć z jabłek). Drugą częśc ciasta rozwałkować i wyłożyć na jabłka. Tak przygotowane ciasto nakłuć widelcem, wstawić do rozgrzanego piekarnika (180°C) na ok. 30 min. Ciepłe można posypać cukrem pudrem.
Smacznego :) Przepis dodaję do akcji "Sezon na jabłka"
środa, 11 sierpnia 2010
W weekend przerabialiśmy pyszne, pachnące słońcem i wakacjami papierówki. Zamykaliśmy w słoiczki lato pod postacią pysznej marmolady, piekliśmy szarlotkę ( o której wkrótce) no i oczywiście muffiny. Domyślacie się jak pachniało w domu? Papierówki, cynamon, goździki... Szkoda, że zapachu wakacji nie można zamknąć w słoiczki... Otwierałabym sobie taki słoiczek w czasie długich jesiennych wieczorów kiedy jeszcze tęsknię za latem i wakacjami... Póki co słoiczki stoją równiutko w piwnicy z zawartością letnich owoców, cieszących oczy i podniebienia :) Muffiny powstały z modyfikacji tego przepisu i już wiem, że pojawią się jeszcze nie raz na naszym stole. Po papierówkach przyjdzie kolej na antonówki - jeszcze bardziej pachnące, chociaż kojarzące sie z jesienią. Myślę, że niezłe byłyby także ze śliwką. Zresztą nie będę zachwalać... może sami spróbujecie ze swoim ulubionym, owocowym dodatkiem :)
Składniki na 12 sztuk: Kruszonka: Cukier , mąkę i cynamon rozetrzeć z masłem tak , aby powstała kruszonka. Na koniec dodać orzechy.
Smacznego :)
niedziela, 08 sierpnia 2010
Od kiedy pamiętam chciałam coś upiec z agrestem. Niestety jakoś zawsze nie było nam po drodze... W tym roku nie darowałam i upiekłam. Co prawda zdecydowałam się dopiero na koniec sezonu agrestowego ale lepiej późno niż wcale :) Przepis na ciasto już dawno wpadł mi w oko i zadziałał na wyobraźnię na tyle skutecznie, że o nim nie zapomniałam :) Samo ciasto możemy piec przez cały rok zmieniając tylko owoce. Gwarantuję Wam, że zapach kokosa który roznosi się po domu jest nieziemski! U mnie ciasto nie zdąrzyło nawet ostygnąć... zniknęło z blaszki w mgnieniu oka - czy to nie jest najlepsza rekomendacja? Oryginał przepisu znajdziecie tutaj a jego pyszną modyfikację (z której korzystałam ja) u Viridianki :) składniki na ciasto jogurtowe: Dużą blaszkę prostokątną o wymiarach 25 x 35 cm lub większą wyłożyć papierem do pieczenia. Przygotować kruszonkę: masło roztopić i ostudzić, wymieszać z podanymi składnikami. Przygotować ciasto jogurtowe: białka ubić na sztywną pianę. Wymieszać na wolnych obrotach miksera lub łyżką na gładką masę z żółtkami, cukrem, likierem, olejem, jogurtem, a na koniec połączyć delikatnie z mąką przesianą razem z proszkiem do pieczenia/sodą. Ciasto przełożyć do formy, ułożyć owoce. Odrywać po kawałeczku kruszonki i posypać nią wierzch ciasta. Wstawić do piekarnika i piec w tem. 180 °C przez około 40 - 50 minut ( do suchego patyczka). Ostudzić i posypać cukrem pudrem.
Smacznego :)
czwartek, 05 sierpnia 2010
Tym przepisem żegnam sie z porzeczkami na rok... chlip, chlip... Ze świeżymi oczywiście, bo jakieś uwięzione w dżemach z pewnością do mnie zawitają :) Żałuję strasznie, że tak krótko te małe, orzeźwiające kuleczki możemy zrywać z krzaczków... Chociaż z drugiej strony może to i dobrze... gdyby były dostępne przez cały rok z pewnością nie byłyby tak doceniane. Muffiny w mojej rodzinie zawsze znikają w mgnieniu oka. Dzieci szczególnie wyciągają po nie swoje łapki. Czy w muffinach jest jakaś magia? - myślę że tak bo ja też mogłabym je piec na okrągło :) Składniki z moimi zmianami, oryginał znajdziecie u Kucharzy Trzech :)
Mąkę, proszek do pieczenia i cukier wymieszać. W drugim naczyniu wymieszać olej, jajka, jogurt. Połączyć suche składniki z mokrymi.
Na koniec dodać oczyszczone porzeczki. Delikatnie wymieszać. Foremki muffinkowe wypełnić ciastem do 3/4 wysokości. Z wierzchu posypać cukrem Demerara.
Piec ok 30 minut w 180° C.
Smacznego :)
poniedziałek, 02 sierpnia 2010
Pierwszy raz upiekłam to ciasto w zeszłym roku. Miałam wtedy wybitnie zły dzień i wszystko szło nie tak jak zaplanowałam. Wiem, wiem... w takie dni lepiej się za pieczenie nie brać ale ja się wzięłam... Pewnie myślicie, że nic z tego mojego pieczenia nie wyszło? A właśnie wyszło! Rewelacyjny placek z orzeźwiającymi porzeczkami i z dodatkiem orzechów, które są właśnie tą kropką nad "i" :) Nie mogło oczywiście zabraknąć tego pysznego ciasta w tym roku. Porzeczki jeszcze się czerwienią na krzaczkach więc może ktoś się skusi na pyszne pieczenie? Przepis od Viridianki :) Składniki:
Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia i cukrem pudrem. Następnie dodać masło i posiekać nożem. Zrobić wgłębienie i dorzucić żółtka. Zagnieść rękoma gładkie, miękkie ciasto. Podzielić na 3 równe części formując każdą w kulę. Do jednej dodać kakao, zagnieść. Kulki owinąć w folię spożywczą. Jedną białą schować do lodówki, pozostałe do zamrażalnika na ok. 1-1,5h. Foremkę (35x20cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Białe ciasto z lodówki rozwałkować i przełożyć do blaszki. Posypać bułką tartą, wyłożyć równomiernie owoce. Na owoce zetrzeć na dużych oczkach tarki ciemne ciasto, posypać orzechami. Ubić białka na sztywną pianę pod koniec dodać cukier kryształ. Przełożyć pianę na orzechy, na pianę zetrzeć jasne ciasto na dużych oczkach tarki. Piec 35-45 minut w temp. 180°C.
Smacznego :)
|
Zakładki:
Spis treści
Często odwiedzam
O mnie
Szablon autorstwa
Uwaga!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||