wtorek, 24 kwietnia 2012

Ze szpinakiem poznałam się zupełnie niedawno. Pierwsze spotkanie było w towarzystwie pierogów. Kolejne również w tym samym towarzystwie ale smak domowy... Od pierwszego spotkania wiedziałam, że towarzystwo razowego ciasta też będzie idealne. Nie pomyliłam się:) Najbardziej żałowałam, że cudna zieleń zmieniła kolor na trochę mniej cudną... Smak i zapach zrekompensował jednak doznania wzrokowe. Zresztą nie wiem jak Wy ale ja lubię się delektować z zamkniętymi oczami :-))

Przepis własny

Ciasto:

  • 200g mąki żytniej razowej
  • 110g masła (zimnego)
  • 1 łyżka smalcu
  • 1 żółtko
  • 1 łyżka śmietany
  • sól

Masło posiekać z mąką i smalcem. Dodać żółtko i śmietanę. Szybko zagnieść. Zawinąć w folię i odłożyć na godzinę do lodówki.

Schłodzone ciasto rozwałkować cienko i wyłożyć nim formę do pieczenia tart. Przykryć arkuszem papieru do pieczenia i wysypać na wierzch groch (czy inne ziarenka które obciążą lekko ciasto). Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C i pieczemy 15 min. Po tym czasie usuwamy obciążenie i dopiekamy jeszcze przez 5 min.

Nadzienie:

  • opakowanie mrożonego szpinaku (400g)
  • 1 cebula
  • kostka twarogu chudego (250g)
  • 3 jajka
  • 4 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, świeżo starta gałka muszkatołowa

Cebulę posiekać i zeszklić na maśle. Dodać szpinak i smażyć aż odparuje cała woda, na koniec dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Odstawić do ostygnięcia. Do zimnego szpinaku dodać pokruszony twaróg. Przyprawić solą, pieprzem i świeżo startą gałką muszkatołową. Jajka rozkłócić widelcem i wymieszać z masą szpinakową. 

Gotowe nadzienie wyłożyć na lekko przestudzony spód z ciasta. Całość zapiekać jeszcze przez 30-35 min w temp. 175°C.

Doskonałe danie na ciepłą kolację. Idealnie sprawdza się również jako zimna przekąska np. na drugie śniadanie.


Smacznego :)

 Wydrukuj przepis

sobota, 07 kwietnia 2012

 

Wszystkim czytelnikom "Słodkich impresji" życzę pogodnych i słonecznych Świąt Wielkiej Nocy, spędzonych w rodzinnym gronie i przy stole pełnym pysznych słodkości :)

Asia 

07:29, myniolinka
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Już tylko parę dni dzieli nas od Świąt. Jak dziecko odliczam dni do końca tygodnia. Lista zakupów czeka na zrealizowanie. Barwniki do jajek nie mogą doczekać się chwili kiedy blade skorupki jajek pokryją  radosnymi rumieńcami. Rzeżucha śmiało wystawia swoje łodyżki do słońca. Odpędzam od siebie czarne myśli i staram się myśleć pozytywnie. Trzy dni spędzone z Rodziną są światełkiem w tunelu i do nich pędzę... Trzy dni, w czasie których czas płynie wolniej. Kiedy mamy czas na spacer, drzemkę w środku dnia, słodkie lenistwo i usprawiedliwione objadanie się smakołykami. 

Czy wciśniecie jeszcze słodkie babeczki do swojego wielkanocnego menu? Kruche, ze słodkim karmelowym kremem, takie na najwyżej dwa kęsy. Polecam :)

Źródło przepisu:  "Moje wypieki" D. Świątkowska

Składniki na babeczki:

  • 2 szklanki mąki pszennej (odejmujemy 3 łyżki mąki i w to miejsce dodajemy 3 łyżki kakao)
  • 200 g chłodnego masła 
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • 2 żółtka

Składniki posiekać nożem, szybko zagnieść, włożyć do lodówki na 30 minut.

Ciastem wylepić małe foremki na babeczki, wysmarowane uprzednio tłuszczem (najlepiej roztopić tłuszcz i delikatnie wysmarować pędzelkiem każdą z foremek). Piec około 10 minut w temperaturze 200 °C. Wystudzić.

Krem karmelowy:

  • 1 puszka masy kajmakowej ( 400 g) 
  • 90 g miękkiego masła

Masło rozetrzeć mikserem na jasną i puszystą masę. Stopniowo, po łyżce, dodawać masy kajmakowej, cały czas miksując. Schłodzić przez pół godziny. Masę przełożyć do rękawa cukierniczego, wycisnąć do upieczonych babeczek. Przechowywać w lodówce, choć bardzo dobrze sprawują się również w umiarkowanie ciepłych temperaturach.

Smacznego :)

 Wydrukuj przepis

czwartek, 29 marca 2012

Miało być chałwowo... Nie będzie. Ani dzisiaj ani jutro... Nie będzie też chleba z sezamem i selerem... Mąż wykasował wszystkie moje zdjęcia. Te niepublikowane. Tak szczerze mówiąc to nawet pisać mi się odechciało. Obiecałam jednak, że dzisiaj będzie wpis to słowa dotrzymuję.

Może na Waszym świątecznym stole zagości babka z pysznym nadzieniem orzechowym? W naszym domu tradycji pieczenia bab i mazurków nie było. Mało tego - nadal nie ma... Babkowy szał dopada mnie zawsze w okresie przedświątecznym. Na każdym kroku można wtedy spotkać przepisy na przeróżne baby i babeczki. Kuszą piękne zdjęcia i opisy. No i ja tu nie piec? Ostatnio upiekłam dwie: tą, którą dzisiaj Wam pokazuję i kawowo-chałwową (tą niestety musicie obejść się smakiem bo do Świąt powtórki nie przewiduję). Która skradła moje serce i zawładnęła podniebieniem? Chyba jednak chałwowa... Domownicy z kolei zjadali się tą z nadzieniem orzechowym. Wszystko jak widać rzecz gustu:) 

W babce ograniczyłam ilość cukru i zamieniłam orzechy pekan na laskowe. Całość całkiem sympatycznie z sobą współgrała. Babka nie należy do gatunku "mokrych i ciężkich" nie jest jednak zbyt such ze względu na lepkie nadzienie orzechowe. Pachnie tak kojąco i domowo, że kawa w jej towarzystwie to najlepszy relaks po ciężkim dniu.

Źródło przepisu: "Kuchnia" N. Lowson

Nadzienie:

  • 75 g mąki pszennej
  • 30 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 150 g orzechów laskowych, grubo posiekanych (można zastąpić orzechami włoskimi lub pekanami)
  • 125 ml syropu klonowego


Ciasto:

  • 300 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 125 g miękkiego masła
  • 100 g miałkiego cukru
  • 2 jajka
  • 250 ml crème fraiche albo gęstej kwaśnej śmietany

Ponadto:

  • cukier puder dekoracji ciasta

 

Nadzienie:

Mąkę i masło utrzyj widelcem, aż otrzymasz mieszaninę, która będzie przypominać kruszonkę. Dodaj cynamon, orzechy i syrop klonowy; dokładnie wymieszaj, żeby powstała lepka sprężysta pasta. Na czas przygotowania ciasta odstaw pastę na bok..

Ciasto:

Mąkę wymieszaj z proszkiem do pieczenia i sodą.
Utrzyj masło z cukrem (przy pomocy miksera) na białą i puszystą masę. Dodaj łyżkę sypkich składników i jedno jajko, dokładnie wymieszaj. Dodaj kolejną łyżkę mąki i drugie jajko - utrzyj. Dodaj  resztę mąki, cały czas mieszając, a na koniec dołóż crème fraiche albo kwaśną śmietanę Ciasto powinno być dość gęste.
Do natłuszczonej foremki (jeżeli pieczesz w silikonowej to natłuszczać nie trzeba) nałóż ponad połowę ciasta. Rozprowadź je wzwyż po ściankach i wokół tulejki pośrodku formy.
Nałóż ostrożnie nadzienie do wgłębienia w cieście, a następnie pokryj je pozostałym ciastem. Wygładź powierzchnię i wstaw babkę do piekarnika rozgrzanego do temp 180°C na 40 min

Kiedy ciasto jest upieczone, a patyczek czysty po wyjęciu ( jeżeli wbijesz w lepkie nadzienie to pozostanie ono na patyczku), odstaw ciasto w foremce na 15 min. do ostygnięcia na metalową kratkę, a następnie za pomocą małej łopatki oddziel ciasto od foremki, nie zapominając o tulejce pośrodku i wyłóż ciasto na metalowa kratkę.

Kiedy całkowicie ostygnie oprósz je cukrem pudrem.

 

 

Smacznego :)

 Wydrukuj przepis

poniedziałek, 26 marca 2012

Świat jest piękniejszy kiedy za oknem świeci słońce... Ptaki wyśpiewują swoją melodię, forsycja kwitnie aż miło, rabarbar kiełkuje, dzień jest coraz dłuższy... Pięknie jest! W miniony weekend piękno miało również  zapach chleba. Czasami niewinne pytanie potrafi zdziałać cuda i zjednoczyć w trzech różnych kuchniach, na trzech krańcach Polski trzy różne osoby. Mimo różnic terytorialnych (tudzież innych nie wymienionych...) osoby te mają jednak wspólny mianownik - jest nim miłość do pieczenia! Czy z takiego połączenia mogło wyjść coś kiepskiego? Czy ktoś może powiedzieć, że wspólne pieczenie nie jednoczy? Czy podczas pieczenia nie można poznać wielu wspaniałych ludzi? Jeżeli chociaż na jedno z wcześniejszych pytań twoja odpowiedź brzmiała TAK to znaczy, że jeszcze musisz dojrzeć do tej miłości:)

Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że wspólne pieczenie to jest TO! Podekscytowanie, ciekawość... Czy dobrze zrobiłam, że nie dałam całej wody? Czy niesforny bochenek utrzyma pion czy leniwie rozleje się na boki? Bardzo jestem ciekawa jakie bochenki wyszły u współtowarzyszących w pieczeniu Kasi i Basi. Osobiście od wczoraj jestem zakochana w tym chlebie i już dokarmiłam zakwas na kolejne bochenki. Tak, tak bochenki - tym razem upiekę dwa.  Spróbuję je upiec w formie, żeby były wyższe. Poza tym nic innego zmieniać nie zamierzam. Tak pachnącego chleba z mięciutkim wnętrzem i cudnie chrupiącą skórką dawno nie jadłam! Jedyne na co trzeba uważać, to stopniowe dodawanie wody. Ja dodałam tylko pół porcji przewidzianej w przepisie i to w zupełności wystarczyło. Wszystko zależy od hydracji zakwasu, użytej mąki i soczystości jabłek. Jeżeli ciasto mimo wszystko będzie się zbyt kleiło do rąk można podsypać niewielką ilości mąki. 

Dziękuję jeszcze raz Dziewczynom za wspólne pieczenie! Efekty naszej współpracy możecie podziwiać również u Kasi na blogu "Smaki i aromaty" oraz u Basi na blogu "Mozaika życia"

Źródło przepisu: Smaki i aromaty, zamieniłam tylko zakwas pszenny na żytni i dałam więcej soli :)


Składniki:

  • 50g płatków owsianych (takich na owsianke, nie mogą być to płatki błyskawiczne)
  • 100g wrzącej wody
  • 200g startych jabłek
  • 50g wody (20 st.C) ( dobrze jest wodę dodawać partiami)
  • 100g zakwasu żytniego
  • 3/4 łyżeczki świeżych drożdży (lub 1/4 łyżeczki drożdży suchych)
  • 250g mąki chlebowej pszennej
  • 1 łyżeczka soli
  • jajko
  • płatki do posypania bochenka (opcjonalnie)


Płatki zalewamy wrzącą woda, mieszamy i zostawiamy do ostygnięcia.

W misce mieszamy starte jabłka, zakwas, drożdże i część wody. Jesli ktoś używa drożdży suchych należy je uprzednio rozpuścić w cieplej wodzie i zostawić na 10-15 minut (aktywacja drożdży). Całość wymieszać i dodać namoczone płatki.

W drugiej misce wymieszać mąkę i sól.

Połączyć sypkie składniki z mokrymi i całość wymieszac, aż składniki się połączą. Jeżeli zachodzi potrzeba dodać pozostałą wodę. Ja zużyłam tylko połowę podanej w przepisie ilości. Jak twierdzą eksperci wszystko zależy od hydracji zakwasu i rodzaju mąki (a także soczystości jabłek). Przykryć i zostawić na 10 minut.

Na lekko naoliwiony blat wyjmujemy ciasto i wyrabiamy przez 10 sekund. Formujemy kulę i wkladamy do czystej, lekko naoliwionej miski na 10 minut. Po tym czasie ponownie wyjmujemy na blat, zagniatamy i wkladamy do miski. Przykrywamy folią i zostawiamy na 1-2 godziny w ciepłym miejscu - ciasto ma podwoić objętość. Można ciasto złożyć raz w trakcie rośnięcia. 
Po tym czasie ciasto odgazowujemy, formujemy okrągły (lub podłużny jak kto woli) bochenek, wkładamy do koszyka zlaczeniami do góry, przykrywamy folią i zostawiamy na 1,5 godziny.

Piec nagrzewamy do 210°C. Gdy chleb podwoi swoją objętość, przenosimy go na wyłożoną papierem do pieczenia blachę, smarujemy glazurą z jajka i ewentualnie posypujemy płatkami owsianymi. Pieczemy 30 minut. Po tym czasie zmniejszamy temp. do 190 °C i pieczemy kolejne 15-20 minut. Chleb ma być bardzo rumiany i popukany od spodu wydać głuchy odgłos. Studzimy na kratce.


Smacznego :)

 

 Wydrukuj przepis

środa, 14 marca 2012

Dzisiaj zapraszam Was na kolację. Nie byle jaką bo pachnącą pomidorowym chlebem. Dodatki do chleba dowolne ze wskazaniem na świeże masło. Wydobywa ono delikatny smak soku pomidorowego, który został dodany do chleba. Poezja!

Więcej nie będę pisała bo jestem w nastroju, który określiłabym: "bez kija nie podchodź". Czułam jednak nieodpartą potrzebę napisania kilku słów. To taka moja terapia. Zdecydowanie tańsza niż wizyty w specjalistycznej poradni zdrowia psychicznego... Spokojnie jeszcze się nie leczę... Z naciskiem na jeszcze :)

Oryginał przepisu w trzecim numerze "Lawendowego domu"

 

Składniki:

  • 200 g zakwasu żytniego 150% uwodnienia (dokarmiony 12 godz. wcześniej)
  • 60 ml ciepłej wody
  • 200 ml soku pomidorowego o temp. pokojowej
  • 270 g mąki chlebowej
  • 120 g mąki białej orkiszowej (u mnie typ 630)
  • 3,5 g (1 łyżeczka) drożdży inatant
  • 5 g soli (1 1/2 łyżeczki)

Wykonanie

Zakwas rozprowadzamy w wodzie i soku pomidorowym. Obie mąki mieszamy z solą, drożdżami i cukrem. Do składników suchych dodajemy płynne i wyrabiamy ciasto. Powinno być gładkie, ale dość luźne. Przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia na ok 60-70 min, aż ciasto podwoi swoją objętość. 

Wyrośnięte ciasto wykładamy na posypany mąką blat. Spłaszczamy, formujemy okrągły lub podłużny bochenek. Wkładamy do wyłożonego ściereczką i wysypanego mąką koszyka. Ponownie odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 40-60 min aż podwoi objętość.
Piekarnik nagrzewamy do 240ºC. Na dno piekarnika wysypujemy parę kostek ludu ( lub parujemy ulubioną metodą). Wyrośnięty bochenek wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy przez 10min w temp.240°, następnie obniżamy temp. do 220ºC i pieczemy kolejne 10 min. Po tym czasie obniżamy temp. do 200°C i dopiekamy przez 10 min. Wyciągamy z piekarnika i studzimy na kratce.
Smacznego :)
sobota, 10 marca 2012

Wstałam wcześnie chociaż dzisiaj sobota. Mam zamiar wykorzystać ten dzień maksymalnie. Usłyszałam wczoraj, że weekend wcale nie jest do odpoczynku tylko do roboty... Cały tydzień pracujemy w przeróżnych firmach a w weekend zamiast poleżeć nadrabiamy zaległości w porządkach domowych, ogrodzie... Kompletnie się z tym nie zgadzam bo choćbym miała wypucować mieszkanie od podłogi po sufit, przekopać ogród i posadzić pierwsze warzywa (o tej porze to raczej w szklarni tylko...), ugotować obiad dla całej "armii" to ja najzwyczajniej w świecie to LUBIĘ! Nie odbieram tego jako przymus tylko jako mój weekendowy rytuał. Wczoraj dokarmiłam zakwas i mam w planie pyszny chleb... Wiem już jakie ciasto upiekę jak tylko z zakupów wrócę z brakującym składnikiem... W końcu całe dwa dni spędzę z dziećmi... Przeczytamy kolejną książkę o małym piesku... Jest cudnie! 

Zostawiam Was z babeczkami czekoladowo-sernikowymi. Szybkie, proste i bardzo pyszne. Czekoladowy spód brownie i lekka warstwa sera. Dodatek konfitury wiśniowej czy innej ulubionej też będzie dobrym pomysłem.  Słonecznego weekendu Wam życzę!


Oryginał przepisu najdziecie tutaj.

Masa czekoladowa:

 

  • 100 g masła
  • 40 g kakao
  • 100 g brązowego cukru
  • 2 jajka
  • 100 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 łyżki konfitury wiśniowej

Masa serowa:

  • 200 g sera twarogowego śmietankowego (np. zmielonego jak na sernik)
  • 1 czubata łyżeczka mąki
  • 3 łyżki białego cukru
  • 1 białko jajka

ponadto

  • ulubiona konfitura

W rondelku na małym ogniu roztopić masło, dodać cukier i kakao, wymieszać do rozpuszczenia i zagotować. Odstawić z ognia, dodać 3 łyżki konfitury wiśniowej, jajka, przesianą mąkę razem z proszkiem do pieczenia. Delikatnie wymieszać łyżką do połączenia się składników.


W miseczce wymieszać łyżką twaróg śmietankowy z mąką, białym cukrem i białkiem jaja.


Czekoladową masę wyłożyć do papilotek włożonych we wgłębienia formy na muffiny lub ramekinów. Masą wypełnić pojemniczki nie więcej niż do około 1/2 - 2/3 ich objętości. Na wierzch wyłożyć masę serową (uwaga: foremki nie mogą być całkowicie wypełnione, gdyż ciasto urośnie jeszcze podczas pieczenia). Wstawić do nagrzanego do 175°C piekarnika i piec przez 23 minuty.


Ostudzić na metalowej kratce. Podawać z konfiturą wiśniową lub inną ulubioną  Można jeść jeszcze ciepłe.


Smacznego :)

 Wydrukuj przepis 

niedziela, 19 lutego 2012

Weekend minął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mam jednak wrażenie, że różdżkę trzymała jakaś złośliwa czarodziejka... Nie mogła trochę wydłużyć tych dwóch dni? Zabawiłabym dłużej w małym miasteczku, w którym czas płynie zupełnie inaczej. W sobotnie przedpołudnie ludzie w nim mieszkający wyruszają na zakupy. Chodzą niespiesznie uliczkami od sklepu do sklepu zahaczając o ryneczek... Samochody zostawili na parkingu bo przecież w w małym miasteczku na zakupy się idzie... Nie sposób przejść przez miasteczko niezauważonym. Spotykam znajomych. Po raz "niewiemktóry" umawiamy się na telefon... Podświadomie wiem, że w tygodniu nawet nie pomyślę  o jakichkolwiek spotkaniach. Po pracy czas poświęcę dzieciom. Obiad, lekcje, zabawa, kolacja i odpłynę na widok poduszki... Ech ta dorosłość...

Przyjrzyjmy się też drugiej stronie weekendu... W niedzielę leniuchowałam. Brak prądu zintegrował rodzinę i spędziliśmy urocze popołudnie słuchając jak starsza córka czyta "Dzieci z Bullerbyn". Popijając kawę zajadaliśmy czekoladowe fondanty. Wiem, wiem - rozpusta! Nie mogłam się jednak oprzeć. Już sam zapach rozbrajał. Moment niepewności przy wbijaniu łyżeczki w krucha skorupkę... czy przypadkiem środek się nie ściął... i ufff... ze środka wypłynął nieśmiało strumyczek czekolady. Po pierwszym kęsie wybaczyłam nawet złośliwej czarodziejce...:)

 

Źródło przepisu: "Kuchnia" nr 2/2012

Składniki:

  • 100g masła pokrojonego w kostkę
  • szczypta soli
  • 150g gorzkiej czekolady (70%)
  • 4 duże jajka
  • 125g drobnego jasnego cukru trzcinowego
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • skórka otarta z 1 pomarańczy

Mało i pokruszoną czekoladę włożyć do miski i rozpuścić w kąpieli wodnej. Lekko ostudzić. 

W drugiej misce ubić jajka z cukrem na puszysta masę. Dodać masę czekoladową i delikatnie wymieszać. Dodać skórkę z pomarańczy, przesianą mąkę i znowu delikatnie wymieszać.

Porcje ciasta nałożyć do 6 ramekinów (lub foremek na muffinki) wysmarowanych masłem i wysypanych mąką lub kakao. Wstawić do lodówki na godzinę.

Piekarnik rozgrzać do 180°C. Piec fondanty dokładnie 12 min*. Gotowe wyjąć z piekarnika i odstawić na chwilkę. Można jeść bezpośrednio z foremki lub delikatnie przełożyć na talerzyk. 

Świetne z lodami waniliowymi.

* jeżeli będziecie piec dłużej wyjdą Wam zwykłe czekoladowe babeczki

Smacznego!

 Wydrukuj przepis

 

Przepis dodaję do "Czekoladowego weekendu" Bei


środa, 08 lutego 2012

No dobra... Muszę przyznać, że trochę zazdroszczę jak patrzę na te wszystkie pączki, faworki, róże i inne karnawałowe cudeńka. Bardzo chętnie poświęciłabym chociaż jeden dzień żeby kulinarnie zaszaleć. Niestety mój grafik przez ostatnie miesiące jest tak napięty, że pieczenie ograniczam do sprawdzonych i wypróbowanych przepisów. O pieczeniu chleba nawet nie ma mowy. Na szczęście mój zakwas cierpliwie czeka a ja wynagradzam mu to czekanie cotygodniową porcją jedzonka... Oby do wiosny... Tylko co przyniesie ta wiosna? Doby raczej nie wydłużą, zajęć nie ubędzie a nawet dojdą nowe. Damy radę... Optymizmem napawają mnie coraz dłuższe dni i możliwość robienia zdjęć przy świetle dziennym bo co jak co ale sztucznego oświetlenia nienawidzę!

Czekając na wiosnę zaopatrzcie się w ciepły koc, dobrą książkę i kawałek czekoladowego ciasta. Poprawa nastroju gwarantowana :) Jeżeli upieczecie TO czekoladowo-bananowe to raczej od razu nałóżcie podwójną porcję na talerzyk, żeby na darmo spod koca nie wychodzić i delektujcie się... Tym ciastem naprawdę można się delektować. Wygląda jakby było zbite a w rzeczywistości rozpływa się w ustach. Słodycz ciasta kontrastuje ze słonym smakiem orzeszków. Czekolada wspaniale współgra z bananami nieco nad nimi dominując. Na zbliżające się Walentynki jak znalazł :-))

 

Oryginał przepisu znajdziecie na stronie Breakfast at Tiffany's

Składniki:

  • 50g czekolady mlecznej
  • 50g czekolady gorzkiej
  • 150g miękkiego masła
  • 170g brązowego cukru dark muscovado
  • 3 jajka
  • 175g mąki
  • 25g kakao
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 miękkie banany
  • solone orzeszki ziemne do posypania
Czekoladę roztopić w garnku z grubym dnem lub w kąpieli wodnej. Banany rozgnieść widelcem. Masło z cukrem utrzeć aż będzie puszyste (około 5 minut). Ciągle miksując, dodawać po jednym jajku. Do osobnej miski przesiać mąkę, kakao i proszek do pieczenia. Wsypać je do masy maślanej, dodać stopioną czekoladę i banany. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką, aż powstanie gładka masa. Przelać ją do formy, posypać grubo orzeszkami i piec około 50 minut w 180 stopniach do tzw suchego patyczka (gdyby zbyt szybko zaczęło się przypiekać od góry można przykryć folią aluminiową).


Smacznego :)
niedziela, 22 stycznia 2012

Białą warstwę śniegu zastąpiła szara breja. Nie mam najmniejszej ochoty na wychodzenie z domu. Piję gorącą herbatę z cytryną. O tej porze cytryn w naszym domu zabraknąć nie może. Zima to zresztą jedyna pora roku kiedy piję herbatę... Nie może również zabraknąć ciasta. To takie uspokajające połączenie prawda? Już sam zapach pieczonego ciasta uspokaja i niesie zapowiedź czegoś niezwykłego. Jeżeli dodamy do tego obrazka ciepły koc i ciekawą książkę (tudzież film) to nawet to co dzieje się za oknem nie ma już znaczenia. 

Miałam wielką ochotę na sernik. Za to ochoty na wyjście do sklepu po produkty ani ciut ciut... W lodówce stało wiaderko twarogu z przeznaczeniem na naleśniki. W szafce stała puszka mleka skondensowanego kupiona specjalnie do lodów... Muszę przyjąć inną strategię robienia zakupów. Na szczęście sernik wyszedł. Trochę przypadkowy, trochę pomyłkowy... Jednak to jeden z najlepszych serników jakie upiekłam i chyba najbardziej delikatny (z tych pieczonych). Konsystencją przypomina piankę, słodycz przełamują kwaśne owoce... Poezja! Jeżeli chcecie mieć bardziej sypki sernik nie zapomnijcie o dodaniu masła lub użyjcie mielonego twarogu, który już w swym składzie masło posiada. Ja nie dałam i miałam pyszną sernikową piankę. Podejrzewam jednak, że tak czy siak będzie pysznie :)

Oryginał przepisu znajdziecie u Asi - spód tutaj a masa sernikowa tutaj :) Ja podaję z moimi zmianami (zamierzonymi lub pomyłkowymi)

Czekoladowy spód:

  • 75 g masła 
  • 75 g mlecznej czekolady
  • 1/4 szklanki cukru
  • 2 małe jajka
  • 0,5 szklanki mąki pszennej
  • 3 łyżeczki kakao

Masa serowa:

  • puszka słodzonego mleka skondensowanego (niegotowanego)
  • 1 kg twarogu sernikowego (u mnie President)
  • 6 jajek, oddzielnie żółtka od białek

Mus owocowy:

  • 2 szklanki mrożonych owoców (w sezonie świeże) - u mnie maliny, jagody, czarna i czerwona porzeczka
  • 3 łyżki brązowego cukru

Wykonanie:

Czekoladowy spód: masło pokroić na kawałki i razem z połamaną na kosteczki czekoladą włożyć do rondelka, mieszając roztopić na małym ogniu, ostudzić. Dodać cukier i jajka, wymieszać. Wsypać przesianą z kakao mąkę i mieszać przez około minutę aż składniki się połączą. Wyłożyć do tortownicy (średnica 30cm) i wstawić do nagrzanego do 175°C piekarnika. Piec przez 13 minut. Wyjąć  lekko przestudzić.

Masa serowa: twaróg wymieszać mlekiem skondensowanym. Żółtka ucierać przez około 6 - 7 minut. Cały czas miksując (na zmniejszonych obrotach miksera) dodawać po łyżce masę serową. Białka ubić na pianę i za pomocą łyżki połączyć z masą serową.

Mus owocowy: owoce wymieszać z cukrem i gotować na małym ogniu aż woda odparuje a mus stanie się gęsty. Jeżeli chcemy uniknąć pestek z owoców możemy mus przetrzeć przez sitko.

Masę serową wyłożyć na upieczony spód. Na wierz wyłożyć małymi porcjami mus tworząc "esy floresy". Na dno piekarnika wstawić naczynie z wodą.  Sernik piec przez 20 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 160°C i dopiekać jeszcze przez 30 minut. Wyłączyć piekarnik i studzić sernik przy zamkniętych drzwiczkach przez 15 minut. Następnie stopniowo otwierać drzwiczki piekarnika, tak aby sernik długo i łagodnie się studził.

Upieczony i ostudzony sernik postawić na kratce, zdjąć obręcz i wstawić bez przykrycia do lodówki. Sernik powinien być gotowy po około 2 - 3 godzinach schładzania, ale i tak najlepszy jest na 2 dzień po przygotowaniu. 


Smacznego :)

 Wydrukuj przepis

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Spis treści
Często odwiedzam
Kontakt
O mnie
Szablon autorstwa
Uwaga!
Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl Durszlak.pl